To jest jeden z pierwszych rozdziałów wielkiej opowieści – O stwarzaniu przedmiotów…
Metod stwarzania, kreowania przedmiotów jest wiele. Te, które dane mi było poznać, postaram się tutaj sukcesywnie przedstawiać. Postanowiłem, że rozpocznę od bodaj najpiękniejszego rozwiązania, pełnego gracji i niewyobrażalnej efektywności – właśnie od tytułowej stwarzarki organicznej. Jest to nie tyle konkretne urządzenie, co bardzo wysublimowany system postępowania, który zaprzęga cudowność organizmów żywych do stwarzania przedmiotów. Zapraszam na wstęp do nowego wymiaru techniki…
Krótka ballada o krześle
Zanim na nim siądziemy, leśnik musi posadzić las, następnie drwal ten las ścina i wysyła do tartaku, a stamtąd już w plasterkach las jedzie do stolarza, który odtwarza z nich drzewa w formie krzeseł, które potem lądują w sklepie krzesłowym… meblowym.
Strasznie dużo zamieszania w sprawie jednego krzesła!
Przecież widać jak na dłoni, że byłoby o wiele prościej, gdyby leśnik od razu posadził krzesłowe drzewa…
Tak, to jest śmieszne. Jednak istotne w tym wszystkim jest to, że jest to logiczne.
I co jeszcze istotniejsze, jeśli takie postawienie sprawy jest logiczne, to jest tym samym możliwe do realizacji.
Jakim cudem?
Największe cuda są tak naprawdę oczywistościami, które są tak powszechne, są tak dobrze znane, że nikt nie zauważa ich cudowności…
Okazuje się, że wystarczy wprost rozumować, realizować owo zawołanie:
wyrosnąć krzesło
…
Geneza
Mam świadomość, że wszystko, co tu wypisuję, może się wydawać niezrozumiałe, zagmatwane lub po prostu niedorzeczne…
Trudno. Istotne jest to, co z tego wynika. A wyniknie z tego tak wiele, że będziemy mieli trudności już na poziomie percepcji odmiennego podejścia, następnie wystąpią problemy w rozumieniu zupełnie odmiennej sytuacji, że o akceptacji tego nowego, niezwykłego stanu nie wspomnę… Ale nic to! Znowu – istotne jest to, że przez cały ten czas będziemy się pławić w przecudownych wynikach…
Wypada przyznać, że drzewa, a dokładniej drewno z nich pochodzące, jest znakomitym materiałem na krzesła. Problem polega na tym, że wymaga dużo zachodu, żeby kształt drzew zaadaptować do kształtu krzesła. To całkiem zrozumiałe – drzewa mają własny interes kształtowy i realizują je w postaci drzewnej… Poza tym, drzewa lubią uzyskiwać kształty znacznie większe niż nasze krzesła – czyli to większe drzewo czynimy mniejszym, poprzez cięcie, tak aby z tych pomniejszonych elementów skonstruować potem krzesło. Co ciekawe, bywa, że mamy z nimi dokładnie przeciwny problem, że drzewa do innych naszych potrzeb są za małe – wtedy gdy chcemy z nich zrobić statki czy domy.
Zauważmy, że w tych operacjach manipulujemy po pierwsze skalą, dostosowując ją do swoich potrzeb.
A co by było, gdybyśmy dysponowali drzewami bardzo małymi, gdybyśmy mogli je skalować głównie do góry… czyli żeby były uniwersalnym budulcem również dla mniejszych obiektów.
I co by było, gdyby dodatkowo nie trzeba by ich ciąć, wiercić, frezować, bo takie małe drzewka mogłyby się zgrabnie wkomponować w możliwie dowolną, wymaganą przez nas topologię…
Otóż takimi małymi, cudownymi drzewkami są glony.
Nie musimy z nimi tak brutalnie i kosztownie walczyć, jak to zwykliśmy robić z ich większymi kuzynami. Ot, wystarczy im wskazać, gdzie mają rosnąć. A one ochoczo to uczynią!
Próba
Zrobiłem prostą rzecz.
Wziąłem małe akwarium, zalałem wodą.
Z innego akwarium, w którym na co dzień radośnie urzędują rybki, ślimaki, małe wodne roślinki i właśnie glony, wziąłem garść tych ostatnich i wrzuciłem do nowego zbiornika. Oczywiście w nowym lokum starałem się zapewnić moim zielonym milusińskim komfortowe warunki – temperatura, odpowiednie nawożenie NPK, mikro i makroelementy etc.
Jednym z kluczowych parametrów glonowego życia jest światło.
I tu właśnie odnalazłem płaszczyznę porozumienia między nami…
Podczas pierwszej rozmowy spytałem:
– Kochani! Zapewnię Wam wikt i opierunek. Mam jednak jedną prośbę…
Mówią mi:
– No miło nam! Mów, człowieku, czego sobie życzysz, w czym możemy pomóc?
Odparłem:
– Bo wiecie, tak sobie pomyślałem, że jak już i tak sobie rośniecie, to może byście rośli tam, gdzie Wam wskażę? Czy będzie to dla Was problem?
Parsknęli śmiechem:
– Człowiek, a jaki to ma być problem?! Skoro zapewnisz nam dobre warunki, to dla nas to nie ma znaczenia, gdzie wyrośniemy… bo jak sam zauważyłeś, i tak rośniemy… Także już tyle nie gadaj i podpinaj te ledy, bo jesteśmy głodne!…
Tak też uczyniłem. Wziąłem ledy, których się używa do naświetlań roślin.
Żeby w przestrzeni koordynować moich budowlańców, naświetlałem akwarium z trzech stron, tak aby na przecięciu wiązek powstała najbardziej rozświetlona strefa – tam właśnie udawały się glony…

Na powyższym zdjęciu uwiecznione zostały moje eksperymenty.
Jak należy się domyślać, na początku tak bardzo łatwo ze wszystkim nie było…
Po pierwsze, dniami i tygodniami walczyłem z plagami robaków, które zżerały mi moje kochane glony. Każdy, kto kiedykolwiek widział pod mikroskopem choćby kroplę z kałuży będzie widział o co chodzi… Próbowałem wstępnie wyselekcjonować poszczególne gatunki, rozlokowując je do pomocniczych zbiorników. Dopiero najzdrowsze okazy zaprzęgałem do pracy twórczej…
Poniżej zestaw testowy pierwszej stwarzarki:

Diody LED są uzbrojone w kolimatory o wąskim kącie oraz dodatkowo światło z nich wychodzące jest przesłonięte rurkami, tak aby zminimalizować zanieczyszczanie światłem stref wokół.
Koordynujemy więc działanie poprzez trzy osie. Użyłem najprostszego rozwiązania – zwyczajnie diody ustawiałem ręcznie. Proces można najwygodniej i najefektywniej automatyzować dzięki użyciu trzech matryc ledów – nie ma części ruchomych, a i przy okazji możemy jednocześnie lub niezależnie naświetlać wiele stref.
Pierwsze efekty
Aby dokumentować efekty, wykonywałem zdjęcia seryjne przez parę godzin. Niestety, robiłem to w najprostszy możliwy sposób – cały czas operowały ledy, a dla uzyskania lepszych obrazów winno się załączać białe oświetlenie. Co ważniejsze, należy stosować fotografię stereoskopową, gdyż obraz z jednego kierunku jest zniekształcony przez skróty etc.
Tak czy inaczej, zebrałem wymagany materiał dowodowy…
Poniżej surowe zdjęcie, jedno z serii:

A tutaj obrobione, nałożone dwa zdjęcia – z różną kolorystyką warstw:

I nareszcie uwieczniony sukces:

Właśnie w bok od tej kępki była kierowana wiązka z ledów.
Prolog epilog
To ledwie wstęp do wstępu do tego rozległego tematu – stwarzania przedmiotów za pomocą stwarzarek organicznych…
Przyznaję – na tym etapie nie wyszło z tego żadne krzesło…
Ot, jedynie czego dokonałem, to na szybko przeprowadziłem epokowy eksperyment, w którym wykazałem, że rośliny zielone rosną w kierunku źródła światła… 🙂
Marzę o tym, by to drobne, humorystyczne doświadczenie, z czasem miało dla nas pożyteczne i potężne konsekwencje.
Właściwe testy wymagać będą ogromu pracy. Na szczęście dużo wiedzy i doświadczenia w tych obszarach już posiadamy – przemysł biopaliw powie nam bardzo wiele. Dzielni fykolodzy wskażą, z których gatunków i w jaki sposób możemy używać. Sam z tej pomocy skorzystałem.
Wspomniane nieszczęsne robaki dały mi tak w kość, że zacząłem rozglądać się za innymi sposobami stwarzania przedmiotów… Odnalazłem je, nie są może tak bardzo poetyckie jak powyższe, ale są skuteczne, wkrótce podzielę się wszystkim, co udało mi się dowiedzieć…
Powyższy wpis nawiązuje i rozwija wątki, które pojawiły się tu (serdecznie polecam lekturze):